Wyścig w Monako rzadko wyzwala emocję, o których będzie mówić się tygodniami. Tym razem będzie inaczej. Andrea Kimi Antonelli pokonał ciasne uliczki Księstwa od pierwszego do ostatniego okrążenia i sięgnął po zwycięstwo, ale wokół niego rozgrywał się prawdziwy chaos. Verstappen stanął na starcie, Leclerc uderzył w bandę, a Mercedes zaliczył jedną z bardziej żenujących wpadek sezonu przy karze George'a Russella. To był wyścig, w którym wygrał ten, kto popełnił najmniej błędów.
Jak Antonelli wygrał GP Monako - przebieg wyścigu w skrócie
Antonelli ruszył z pole position i już na starcie dostał prezent. Obok niego, w pierwszym rzędzie, stał Max Verstappen - i to właśnie Holender stał się pierwszym bohaterem dramatu. Bolid Red Bull Racing odmówił posłuszeństwa, gdy zgasły światła. "Co mam zrobić?!" - pytał przez radio czterokrotny mistrz świata, gdy w końcu udało mu się odpalić jednostkę. Odpowiedź zespołu była brutalna: doprowadzić samochód do domu, czyli wycofać się z wyścigu.
Strata Verstappena natychmiast zmieniła układ na czele. Awansowali obaj kierowcy Ferrari - Lewis Hamilton i Charles Leclerc - i przez większość dystansu to czerwone bolidy goniły młodego Włocha. Antonelli odjeżdżał jednak z każdym okrążeniem, a końcówka zamieniła się w festiwal neutralizacji, kar i czerwonej flagi. Po restarcie z pól prowadzenie utrzymał Antonelli, a tuż za nim przyjechał Hamilton.
W tym sezonie czerwone bolidy ze Scuderii Ferrari były w centrum najgłośniejszych wydarzeń weekendu w Monako.
Verstappen i awaria na starcie - koniec wyścigu w 0 okrążeniu
Trudno o gorszy scenariusz dla Red Bull Racing. Verstappen zakwalifikował się na drugim polu i miał realną szansę powalczyć z Antonellim o prowadzenie po starcie. Zamiast tego jego bolid po prostu nie pojechał. Awaria na samym starcie to w Monako wyrok - na tym torze praktycznie nie da się odrobić strat, a wycofanie z zerowym dorobkiem punktowym boli podwójnie.
Dla Antonellego problem rywala był jak otwarta brama. Bez Verstappena za plecami młody kierowca mógł kontrolować tempo, dyktować rytm i pilnować strefy DRS. Czerwona flaga i restarty z pól dodatkowo grały na korzyść lidera, bo eliminowały ryzyko, że ktoś przeskoczy go w trakcie zjazdów do alei serwisowej.
Mercedes i kara Russella - kompromitacja w boksie
Jeśli ktoś chce zobaczyć, jak nie zarządzać karą, powinien obejrzeć powtórkę tego, co zrobił Mercedes z George'em Russellem. Najpierw Brytyjczyk był podejrzany o złe ustawienie na polach startowych - tej kary ostatecznie uniknął. Później 28-latek frustrował się przez kilka okrążeń, jadąc za Isackiem Hadjarem. Francuz miał kłopoty z silnikiem i hamował Russella. "Coś tu zaraz eksploduje" - meldował Hadjar, ale mimo problemów utrzymał kierowcę Mercedesa za sobą.
Prawdziwa wpadka przyszła w trakcie zjazdów na pit-stop. Russell dostał karę 5 sekund, zjechał do boksu - i jej nie odbył. Mechanicy obsłużyli samochód, jakby kary w ogóle nie było. Efekt? Sędziowie dorzucili kolejną sankcję, tym razem przejazd przez aleję serwisową. To już nie pech, tylko błąd organizacyjny zespołu, który aspiruje do walki o tytuł. Russell skończył weekend wepchnięty na czternaste miejsce.
Wyposażenie kierowcy, od fotela po szelki, w Monako pracuje na granicy - to tu liczy się każdy detal w kokpicie Mercedesa.
Podwójny dramat Leclerca - dwa uderzenia w bandę
Charles Leclerc jechał u siebie, na ulicach, które zna od dziecka, i to on przeżył najboleśniejszy wyścig z całej stawki. Kiedy neutralizację spowodował Lance Stroll, uderzając w barierę, Ferrari wezwało obu kierowców do alei serwisowej. Hamilton odbył dzięki temu karę 5 sekund - ale poszkodowany decyzją był Leclerc. "Dlaczego zjechaliśmy?!" - pytał wściekły Monakijczyk, który czuł, że strategia zespołu zadziałała przeciwko niemu.
To był dopiero początek jego frustracji. Po wznowieniu jazdy Leclerc uderzył w ścianę i wywołał kolejny wyjazd samochodu bezpieczeństwa. "Nawet nie będę brał cholernej winy na siebie" - rzucił przez radio. Kierowca Ferrari od początku weekendu narzekał na pracę hamulców w modelu SF-26 i najwyraźniej zdecydował, że to maszyna, a nie on, jest źródłem problemu. Dla domowego ulubieńca trudno o gorszy scenariusz na własnym torze.
Norris i kolejny pechowiec - McLaren bez odpowiedzi
Lando Norris dołączył do listy poszkodowanych. Aktualny mistrz świata przez kilka okrążeń jechał ze źle pracującym silnikiem, a McLaren próbował zdalnie naprawić problem. Nie udało się. W końcu Brytyjczyk usłyszał komunikat, którego żaden kierowca nie chce dostać w Monako: zjechać do alei serwisowej i zakończyć udział w wyścigu.
Strata Norrisa to cios dla McLarena, bo zespół tracił punkty w sytuacji, w której bolidy z czoła stawki same odpadały. Awarie jednostek napędowych w jednym wyścigu dotknęły kilku faworytów - Verstappena, Norrisa, częściowo Hadjara - co pokazuje, jak ostro pracowały silniki na ciasnym, wymagającym torze Księstwa.
Chaos w pit-lane - kary za prędkość i czerwona flaga
Aleja serwisowa była w Monako polem minowym. Wielu kierowców przekroczyło dozwoloną prędkość w pit-lane i dostało za to kary. Wśród ukaranych znaleźli się Lewis Hamilton, George Russell, Franco Colapinto i Pierre Gasly. Na torze, gdzie wyprzedzanie graniczy z cudem, taka sankcja potrafi przekreślić cały weekend.
Kulminacją chaosu była czerwona flaga. Po drugim uderzeniu Leclerca tor pokrył się brudem i odłamkami, więc dyrekcja wyścigu przerwała rywalizację na kilkanaście minut. Po restarcie z pól Antonelli bez problemu utrzymał prowadzenie, a Hamilton obronił drugą pozycję. Russell zdołał wyprzedzić Hadjara, ale czekająca go kara przejazdu przez aleję serwisową i tak zepchnęła go daleko w tył.
Co GP Monako zmienia w walce o mistrzostwo
Zwycięstwo Antonellego to sygnał, że młody kierowca potrafi nie tylko jeździć szybko, ale i zachować zimną krew, gdy wokół wszystko się sypie. Wygrana w Monako, na torze nagradzającym precyzję i karzącym najmniejszy błąd, ma w klasyfikacji wartość większą niż same punkty - buduje status.
Ferrari wyjeżdża z Księstwa z mieszanymi uczuciami. Hamilton uratował drugie miejsce i cenne punkty, ale dramat Leclerca, jego pretensje do zespołu i powtarzające się problemy z hamulcami SF-26 to materiał na trudne rozmowy wewnątrz teamu. Mercedes ma jeszcze gorzej - kompromitacja przy karze Russella kosztowała Brytyjczyka komplet punktów i pokazała słabość po stronie zarządzania wyścigiem. Red Bull Racing po awarii Verstappena oraz McLaren po wycofaniu Norrisa również stracili w klasyfikacji więcej, niż mogli się spodziewać przed weekendem. Po takim wyścigu układ sił na czele tabeli wygląda zupełnie inaczej niż przed przyjazdem do Monako.

