Darmowa dostawa od 50,00 zł

GP Turcji 2027 - Istanbul Park wraca do kalendarza F1 na 5 lat

2026-04-25
GP Turcji 2027 - Istanbul Park wraca do kalendarza F1 na 5 lat

Sześć lat przerwy. Pięć lat kontraktu. Jedna ceremonia z prezydentem Turcji, szefem FIA i Stefano Domenicalim w jednym kadrze - i pokazowy przejazd Yukiego Tsunody starym bolidem Red Bulla po ulicach Stambułu. GP Turcji 2027 nie jest już ani plotką, ani wishful thinkingiem. Jest faktem. A to oznacza, że jeden z najbardziej charakterystycznych projektów Hermana Tilkego wraca tam, gdzie jego miejsce - do kalendarza Formuły 1.

Jak Turcja kupiła sobie miejsce w kalendarzu

Liberty Media rzadko ogłasza kontrakty z takim rozmachem. Konferencja prasowa w Stambule, Recep Tayyip Erdoğan jako gospodarz, Mohammed Ben Sulayem z FIA, Eren Üçlertoprağ z TOSFED-u i Domenicali - wszyscy w jednym ujęciu. Do tego pokazowy przejazd Tsunody starym Red Bullem po publicznych ulicach. Tak nie wygląda standardowy komunikat o nowym wyścigu.

Tłem tego spektaklu jest wieloletnia walka Turcji o stałe miejsce w F1. Dwóch poprzednich operatorów Istanbul Park próbowało dograć kontrakt z Liberty - i obu zabrakło pieniędzy. Dopiero w sierpniu 2025 roku obiekt przejęła tamtejsza federacja motorowa (stąd nowa pełna nazwa „TOSFED Istanbul Park”), a do tego doszło bezpośrednie wsparcie rządu. To właśnie ten zastrzyk publicznej kasy zamyka równanie, które przez lata się nie domykało. Pięć lat, ogłoszone w taki sposób - to mocna deklaracja, że nie chodzi o jednorazową przygodę.

Pokazowy przejazd Tsunody nie jest przypadkiem - Red Bull lubi takie demo runy, a Turcja chciała mieć efektowne tło dla ogłoszenia. Jeśli komuś po obejrzeniu nagrań włączył się reflektor zakupowy, w naszej kolekcji Red Bull Racing znajdziesz wszystko, co byk z puszki produkuje na sezon 2026.

Krótka, ale bogata historia Istanbul Park

F1 odwiedziła Turcję po raz pierwszy w 2005 roku i przez siedem kolejnych sezonów wracała tam co roku, aż do 2011. Potem zniknęła na długie lata - rząd przestał dopłacać do opłaty licencyjnej, a sam promotor sobie z tym nie poradził. Krótki powrót przyszedł dopiero w pandemicznych sezonach 2020 i 2021, na rocznych umowach na bardzo preferencyjnych warunkach. To była zupełnie inna F1 i zupełnie inna sytuacja na świecie - łatka rezerwowego toru nie pozwoliła Turcji zostać na stałe.

Ciekawe jest to, co się zmieniło w międzyczasie po stronie kibiców. Liberty Media podaje, że w Turcji jest dziś 19 milionów fanów F1, a ponad 7,5 miliona z nich obserwuje profile mistrzostw w mediach społecznościowych. W ostatnim roku tureckie konto Instagrama F1 urosło o 25%, a YouTube - o aż 107%. To zupełnie inny kraj kibicowski niż dekadę temu. Pytanie tylko, czy te liczby przełożą się na wypełnione trybuny obiektu, który wciąż mieści 125 tysięcy widzów. Wcześniejsze edycje raczej nie zapisały się jako pełne stadiony, więc tym razem sprzedaż biletów będzie ważnym testem.

Tor Hermana Tilkego i jego problem z nowymi regulacjami

Istanbul Park to obiekt z bardzo dobrą reputacją wśród fanów. Płynna nitka, kilka naprawdę wymagających zakrętów, na czele z legendarnym ósmym - czterema apeksami brane praktycznie na pełnym gazie. Do tego solidne miejsca do wyprzedzania i kilka momentów, które zapisały się w historii F1. To jeden z tych torów, który wymyka się generycznej krytyce „kolejny Tilke”.

Ale jest jedno „ale” i to spore. Bolidy 2027 to zupełnie inna konstrukcja niż te, które jeździły tu w 2020 i 2021. Mniej docisku, mocniejsza rola jednostki napędowej, większy nacisk na odzyskiwanie energii. A Istanbul Park to tor, na którym hamowań jest niewiele, za to szybkich łuków pełno. Bolidy z dużym dociskiem czuły się tu jak w domu - obecne mogą się nieco gubić, a kierowcy będą musieli mocno kombinować z deploymentem prądu na okrążeniu, na którym po prostu nie ma za bardzo gdzie odzyskać energii.

Dla kibica, który sam siada za kierownicą gokarta albo amatorsko jeździ w sportach motorowych, to dobry moment, żeby pomyśleć o własnym sezonie. Pochodne tej samej filozofii - sprzęt zaprojektowany pod realne G - znajdziesz w naszej kategorii rękawic wyścigowych i w sekcji kasków motorsportowych. Tor pokroju Stambułu wybacza naprawdę niewiele.

GP Turcji 2027 a układanka kalendarza F1

Z ogłoszeniem tureckiego kontraktu kalendarz na 2027 rok jest właściwie zamknięty. Aktualne regulacje pozwalają na maksymalnie 24 wyścigi w sezonie i tyle dokładnie się tam zmieści. Kluczowe ruchy: po sezonie 2026 z F1 odchodzi Zandvoort (sami zdecydowali - bardzo cywilizowane rozstanie), a od 2027 roku Spa-Francorchamps i Barcelona zaczynają wymieniać się jednym slotem co rok. W 2027 jedziemy w Belgii, w 2028 w Katalonii, i tak naprzemiennie aż do 2032.

Dwa wolne miejsca - dwa nowe wpisy. W grudniu zeszłego roku Liberty potwierdziło dwuletni kontrakt z Algarve International Circuit na GP Portugalii w 2027 i 2028. Teraz dochodzi GP Turcji 2027 na pełne pięć lat. To nie jest oczywista decyzja: F1 mogła łatwo wymienić Holendrów i Hiszpanów na coś z Bliskiego Wschodu albo Azji, a wybrała dwa europejskie tory z mocną tradycją. Trochę odwrót od trendu „idziemy tam, gdzie są pieniądze i klimatyzacja”.

Kto jeszcze puka do drzwi królowej

Liberty ma teraz problem bogactwa. Wieloletnie kontrakty trzymają większość obecnych torów na lata, a w kolejce ustawia się kilku poważnych chętnych - Korea Południowa, Tajlandia i Argentyna. Co jakiś czas pojawiają się też różne afrykańskie pomysły, ale tam wciąż brakuje konkretów. Najbliższe wolne miejsce to dopiero rok 2029 - i to tylko jeśli Portugalia nie przedłuży swojego dwuletniego kontraktu, który nieprzypadkowo został podpisany właśnie na taki krótki okres.

Kolejny duży ruch może być znacznie głębszy. W 2028 lub 2029 roku gospodarza zmieni GP Arabii Saudyjskiej - z Jeddah Corniche Circuit na nowy tor Qiddiya Speed Park Track. Saudyjczycy budują ten obiekt z rozmachem i nie jest wykluczone, że będą chcieli mieć dwa wyścigi w sezonie. Jeśli zespoły kiedyś zgodzą się rozszerzyć kalendarz do 25 startów (kiedyś to był legalny limit), F1 spokojnie wchłonie kolejnych chętnych. Tymczasem akcesoria typu flagi z motywami F1 i tak rozejdą się szybciej, niż Domenicali zdąży dolecieć do następnego ogłoszenia.

Kiedy dokładnie pojedziemy w Stambule?

Konkretnej daty na razie brak. Logika kalendarza i klimat podpowiadają wrzesień - koniec europejskiej części sezonu, miła pogoda nad Bosforem, naturalne miejsce między wyścigami a wyjazdem do Azji. Ale to tylko spekulacja. Ostatecznie Liberty Media ogłosi pełny harmonogram sezonu 2027 prawdopodobnie pod koniec 2026 roku.

Tak czy inaczej, mamy o czym dyskutować przez najbliższe dwa sezony. Niezależnie od tego, czy kibicujesz Verstappenowi, Norrisowi, Leclerkowi czy komuś z drugiej połowy stawki - Stambuł 2027 będzie wyścigiem, który się zapamięta. Choćby dlatego, że to pierwszy raz, kiedy F1 wraca do Turcji nie z konieczności i nie awaryjnie, tylko z planem na pięć lat. A do tego czasu warto zrobić sobie listę faworytów i odświeżyć szafę - w naszej kolekcji Formuły 1 znajdziesz wszystko, co przyda się na sezon 2026 i kolejny.

Pokaż więcej wpisów z Kwiecień 2026
pixelpixelpixelpixelpixelpixelpixelpixelpixel