Robert Kubica przyjeżdża na tegoroczne 24 godziny Le Mans jako obrońca zwycięstwa w klasyfikacji generalnej - tytułu, który zdobył za kierownicą prywatnego Ferrari 499P zespołu AF Corse z numerem 83. To rola, jakiej 41-letni Polak nigdy wcześniej nie miał okazji przeżyć. Sam mówi o tym jako o przywileju, a nie ciężarze. Zanim jednak ruszą silniki, warto zrozumieć, dlaczego ten powrót jest tak nietypowy.
Dlaczego powrót Kubicy na Le Mans jest wyjątkowy
Kubica wraca jako zwycięzca poprzedniej edycji najsłynniejszego wyścigu długodystansowego świata. Sam podkreśla, że takich szans w karierze miał niewiele. "To przywilej mojego sportowego życia, że mogę jeździć w Le Mans" - powiedział. Po triumfie przez moment rozważał zupełnie inny kierunek, ale ostatecznie wybrał powrót z prostego powodu. "Nie miałem w życiu wielu okazji, żeby wrócić na wyścig, który wygrałem rok wcześniej" - tłumaczy.
Powrót oznacza start w konkurencyjnym, sprawdzonym pakiecie, w tej samej żółtej Ferrari, która rok temu pokonała stawkę fabrycznych Hypercarów. Dla kierowcy, który po wypadku w 2011 roku przez lata walczył o powrót do ścigania na najwyższym poziomie, perspektywa obrony tytułu w tak ikonicznym wyścigu była argumentem nie do przebicia. Kubica nie kryje, że żałowałby decyzji o rezygnacji.
Jak wyglądało zeszłoroczne zwycięstwo Polaka
Triumf załogi numer 83 w składzie Kubica, Phil Hanson i Ye Yifei z perspektywy czasu wygląda jeszcze mocniej niż w dniu wyścigu. Żółte Ferrari pokonało nie tylko dwie fabryczne 499P, które wygrywały dwie poprzednie edycje, ale też ekipę Porsche Penske Motorsport walczącą o długo wyczekiwane zwycięstwo dla Rogera Penske. To była jedna z najbardziej intensywnych edycji ostatnich lat - z zaledwie jednym samochodem bezpieczeństwa, co praktycznie nie zostawiało miejsca na naprawianie błędów.
Kubica wjeżdżał w ten weekend po rozczarowującej edycji 2024, gdy załoga była szybka, ale wycofała się z powodu problemów technicznych. "To ogromne wyzwanie, ale jako zespół przygotowaliśmy się tak dobrze" - wspomina. "Trzeba być pewnym siebie, i byliśmy, ale mam respekt do tego wyścigu i tego padoku. Wiesz, że jeśli ktoś ma lepszy dzień i popełni mniej błędów, pokona cię."
Ferrari 499P stało się punktem odniesienia w erze Hypercar - trzy zwycięstwa z rzędu w generalce Le Mans mówią same za siebie. To efekt programu, który łączy fabryczne zaplecze Maranello z doświadczeniem zespołów klienckich.
Wyścig, w którym Porsche pomogło Kubicy
Końcówka tamtego wyścigu wymagała nie tylko tempa, ale i zarządzania ryzykiem. Kubica wspomina moment, gdy zbudowana przewaga pozwoliła założyć dodatkowy komplet opon na ostatni stint, co odsunęło groźbę przebicia. Zaskakująco rolę odegrało tu Porsche. "W pewnym sensie Porsche sprawiło, że było mniej stresująco - gdyby nie wcisnęło się między nas, kto wie? Myślę, że ułatwiło mi życie" - mówi z półuśmiechem.
Polak przyznaje, że presja zadziałała na niego mobilizująco. "Czasem, gdy masz presję, robisz się spięty i za dużo myślisz. Ale byłem dość spokojny i prostolinijny, i poczułem, że ta presja dała mi więcej motywacji." To podejście stoi w kontraście z obrazem kierowcy załamującego się pod ciężarem oczekiwań. Kubica grał na chłodno.
Najbardziej zapadła mu w pamięć nie sama meta, ale to, co działo się po niej. Przyznaje, że dopiero podczas rehabilitacji po wypadku zrozumiał, jak bardzo żałował, że nie celebrował dawnych sukcesów. "Kiedy wygrałem pierwszy wyścig w F1 w Kanadzie, wsiadłem w najbliższy możliwy lot do Europy na testy w Barcelonie i byłem jedynym kierowcą obecnym we wtorek rano" - wspomina.
Le Mans 2024 a paralela z sezonem 2008
Po zwycięstwie załoga numer 83 weszła w walkę o tytuł w FIA WEC, ale druga połowa sezonu nie spełniła obietnic. Błędy operacyjne i stracone okazje sprawiły, że Kubica, Hanson i Ye zakończyli rywalizację na drugim miejscu w klasyfikacji. Polak porównuje to do swojej najmocniejszej kampanii w Formule 1.
"To było podobne do 2008, choć z innych powodów" - mówi. "Wtedy wygraliśmy w Kanadzie i to powinno być okazją do zbudowania czegoś na mocnym wyniku, ale tak się nie stało." Przywołuje konkretny moment z Austin, gdzie pomyłka w alei serwisowej kosztowała pozycje i tempo, a inny problem zabrał około 30 sekund w boksie. "Żeby wygrać tytuł, załoga numer 51 musiałaby gdzieś mieć pecha, a to nie jest sposób, w jaki chciałbyś to osiągnąć."
Sezon 2008 z BMW Sauber pozostaje punktem odniesienia w jego karierze - Kubica długo był w grze o mistrzostwo, zanim zespół przesunął priorytety. Marka z Bawarii ma w historii motorsportu swoje miejsce, także w wyścigach długodystansowych.
Jak otwarta jest stawka w erze Hypercar
Obraz rywalizacji wygląda dziś bardziej otwarcie niż kiedykolwiek od debiutu Hypercarów. Sześciu różnych producentów wygrało siedem ostatnich wyścigów FIA WEC, a Ferrari nie stanęło na najwyższym stopniu podium od poprzedniego Le Mans. Rekordowa liczba marek na starcie i regulacje Balance of Performance, które mają wyrównywać szanse, sprawiają, że faworyta trudno wskazać jednoznacznie.
Czwarte zwycięstwo Ferrari z rzędu jeszcze mocniej wpisałoby 499P w nowoczesną historię toru w Le Mans, ale jednocześnie podgrzałoby debatę o równości w kategorii. Kubicy i załogi numer 83 te dyskusje raczej nie dotyczą - ich uwaga skupia się na powtórzeniu osiągnięcia, które wielu uznaje za jedno z czołowych w erze Hypercar.
Cele Polaka na ten rok są proste. "Presja jest na każdym przed Le Mans - presja, żeby zmierzyć się z wyzwaniem, dojechać do mety, przywieźć wynik" - mówi. "Le Mans to coś więcej niż wygrywanie. To wyzwanie i powrót do domu szczęśliwym ze świadomością, że dałeś z siebie maksimum." I dodaje zdanie, które najlepiej oddaje jego nastawienie: "Wracam z większym doświadczeniem, większą wiedzą i powiedziałbym, że czuję się jeszcze lepiej przygotowany niż rok temu."
Gdzie i o której oglądać 24h Le Mans w Polsce
Wyścig 24 godziny Le Mans tradycyjnie startuje w sobotnie popołudnie i kończy się dobę później, w niedzielę o tej samej porze. W Polsce zmagania pokazuje Eurosport, dostępny zarówno na kanałach telewizyjnych, jak i w serwisie streamingowym Max, który transmituje cały dystans wyścigu wraz ze studiem i komentarzem.
Polscy kibice mają w tym roku konkretny powód, by zostać przed ekranem dłużej niż na sam start - obrona zwycięstwa przez Roberta Kubicę w żółtej Ferrari numer 83 to jeden z głównych wątków całej edycji. Najwięcej dramaturgii zwykle przynosi noc oraz finałowe godziny w niedzielne przedpołudnie, gdy ważą się losy klasyfikacji generalnej. Warto sprawdzić bieżący układ ramówki Eurosportu tuż przed weekendem wyścigowym, bo godziny studiów przedstartowych potrafią się różnić.

