Darmowa dostawa od 50,00 zł

Kubica wycisnął maksimum. Piękna walka w 24h Le Mans!

2026-06-15
Kubica wycisnął maksimum. Piękna walka w 24h Le Mans!

Dwadzieścia cztery godziny jazdy, dziesięć odrobionych pozycji i miejsce poza podium. Brzmi jak rozczarowanie, ale Robert Kubica po szóstym z rzędu występie w Le Mans mówił raczej o niedosycie niż o porażce. Najwięcej uwagi poświęcił nie rywalom, lecz jednej decyzji z początku wyścigu, która ustawiła resztę doby. A obok niego polski wątek tej edycji domknęło kolejne zwycięstwo Inter Europol Competition w klasie LMP2.

Kubica poza podium, ale z 10 odrobionymi pozycjami

Załoga Kubicy zameldowała się na mecie poza podium, choć względem startu poprawiła pozycję o dziesięć miejsc. To wynik, który w klasyfikacji wygląda przeciętnie, a w realiach 24-godzinnego wyścigu mówi o ciągłej pracy przez całą dobę. Polak nie ukrywał, że liczył na więcej, ale jednocześnie podkreślał, że przy tempie, jakim dysponowali względem konkurencji, z własnej jazdy może być zadowolony.

Kluczem do zrozumienia tego rezultatu nie jest sucha liczba z protokołu, lecz moment, w którym wyścig zmienił kierunek. A ten przyszedł bardzo wcześnie - przy pierwszym samochodzie bezpieczeństwa.

Decyzja przy pierwszym safety carze, która odwróciła scenariusz

Według Kubicy wcześniejszy zjazd do alei serwisowej mógł całkowicie zmienić przebieg rywalizacji. Auto wróciłoby wtedy na tor w okolicach piątej pozycji, około 30 sekund za liderem. Zamiast tego załoga zjechała cztery okrążenia później i wróciła na tor poza pierwszą dziesiątką, z około dwiema minutami straty do prowadzącego.

Sam kierowca opisał ten fragment bez owijania: "Szkoda jednej błędnej decyzji z pierwszym safety carem, która odwróciła cały scenariusz tego wyścigu. Mogliśmy spokojnie zjechać i być gdzieś koło piątego miejsca, 30 sekund za liderem, a tak wyjechaliśmy na 13. albo 14. miejscu, dwie minuty za liderem."

Przez noc udało się odrobić mniej więcej minutę, ale rytm pit stopów był już przesunięty względem czołówki. W endurance taka rozbieżność potrafi ciągnąć się godzinami, bo zmienia okno na każdy kolejny zjazd. Decyzja podjęta w pierwszych godzinach pracowała przeciwko załodze aż do końca.

Końcówka bez neutralizacji i dodatkowa dolewka paliwa

W drugiej części wyścigu problemem okazał się brak kolejnej dogodnej neutralizacji. Ostatnie godziny przebiegały bardzo czysto, co dla załogi próbującej odrabiać strategiczne straty nie było dobrą wiadomością. Czołówce wystarczył krótszy postój, a samochód Kubicy musiał wykonać dodatkową, krótką dolewkę paliwa.

Polak przyznał, że miał incydent przy full course yellow, ale ten nie przyniósł większych konsekwencji. Późniejszy safety car częściowo zneutralizował stratę. Mimo to feralna decyzja z początku wyścigu zmieniła całą sekwencję zjazdów do boksu i nie dało się jej już odrobić jednym dobrym ruchem.

Kubica o własnej jeździe: mało zostawiałem na stole

Mimo rozczarowania wynikiem Kubica był wyraźnie zadowolony z jakości jazdy. Podkreślał, że wyścig był intensywny od nocy, a on sam nie miał poczucia, że popełnił błędy, które zaważyłyby na rezultacie. W jego ocenie był to jeden z mocniejszych występów w Le Mans w karierze.

Kierowca zwrócił uwagę, że po raz szósty z rzędu przejechał ten klasyk na wysokim poziomie. Wynik nazwał wręcz "żadnym", ale jednocześnie mówił o wewnętrznej satysfakcji. To nie jest puchar do gabloty, tylko ten rodzaj wyścigu, który najwięcej mówi o kierowcy. Podsumował swoją dyspozycję bez przesadnej skromności: "Na to, czym dysponowaliśmy względem konkurencji, mogę być ze swojej pracy naprawdę zadowolony. Było intensywnie od nocy i mało zostawiałem na stole jak na 24-godzinny wyścig."

Wibracje, skracane stinty i dwie godziny snu

Wyścig Kubicy nie poszedł zgodnie z planem także pod względem zmian za kierownicą. Pierwszy stint został skrócony po problemie z oponami - wibracje były tak duże, że na drugim odcinku Polak praktycznie nic nie widział. Druga korekta przyszła w nocy, gdy sytuacja na torze i slow zone sprawiły, że opłacało się zmienić ogumienie.

Przy wymianie opon zespół zdecydował się też na zmianę kierowcy. Ostatni wyjazd Kubicy obejmował cztery stinty, podczas których załoga wróciła do walki. Sen był, ale raczej symboliczny - dwie godziny ciągiem, co kierowca nazwał rekordem. Zmiany ułożyły się tak, że szczególnie w nocy musiał pozostawać do dyspozycji zespołu.

W tym fragmencie najlepiej widać, czym jest praca kierowcy w endurance: liczy się nie tylko prędkość na okrążeniu, lecz dyscyplina, czytanie tempa rywali i fizyczne przetrwanie doby. Sprzęt ochronny - od bielizny niepalnej po fotele i pasy z homologacją FIA - jest tu codziennym narzędziem pracy, nie dodatkiem.

Toyota, BMW i WRT zebrały pochwały

Przed startem Kubica wskazywał Toyotę jako faworyta do zwycięstwa i po wyścigu przyznał, że się nie pomylił. Pieniędzy na taki scenariusz nie postawił, bo jako uczestnik rywalizacji nie mógł. Dodał, że konkurencja była dla japońskiej ekipy wyrównana - to nie był łatwy spacer po wygraną.

Polak pochwalił też WRT i BMW. Te ekipy biły się o czołowe pozycje do końca, podczas gdy jego załoga nie liczyła się realnie w pojedynku o zwycięstwo z powodów niezależnych od jazdy. To istotne doprecyzowanie, bo w Le Mans tempo jednego kierowcy nigdy nie pokazuje pełnego obrazu - decyduje suma strategii, niezawodności i szczęścia przy neutralizacjach.

Druga część sezonu może być trudniejsza

Pytany o dalszą część sezonu Kubica nie składał mocnych deklaracji. Przyznał, że druga połowa rozgrywek zwykle bywała trudniejsza dla jego ekipy, i wymienił Brazylię oraz Fuji. Niepewność dotyczy też kalendarza - kierowca mówił, że nie wiadomo, gdzie zakończy się sezon i czy Katar zostanie zastąpiony innym wyścigiem.

W jego ocenie wiele będzie zależało od charakterystyki torów oraz czynników, na które zespół nie ma wpływu. Ten ostrożny ton pasuje do kierowcy, który po dobie za kierownicą wie, jak łatwo w długodystansowym ściganiu plany rozjeżdżają się z rzeczywistością.

Polskie zwycięstwo w LMP2 i zmęczony Śmiechowski

W polskim wątku Le Mans najmocniej błyszczał Inter Europol Competition. Kubica pogratulował ekipie kolejnego sukcesu w LMP2 i przyznał, że nie był zaskoczony. Gdy jechał za autami tej klasy, widział różnicę tempa na korzyść polskiego zespołu. Według niego Inter Europol w Le Mans można już traktować jak faworyta.

To mocne słowa, ale po trzecim polskim zwycięstwie w tej kategorii trudno uznać je za przesadę. W LMP2 nie wystarczy mieć szybkie auto przez godzinę - trzeba przeżyć dobę z głową i bez rozsypania całej układanki. Kuba Śmiechowski po triumfie był przede wszystkim zmęczony i szczęśliwy. Mówił, że chciałby wreszcie położyć się spać, choć najpierw czekały go jeszcze wspólne zdjęcia i świętowanie z zespołem.

Pytany o rutynę po trzech zwycięstwach i kolejnych miejscach na podium, odpowiedział, że takich sukcesów nigdy za wiele. Wskazał też klucz do wygranej - walkę do końca, bo w pewnym momencie wyścig wyglądał na stracony. Zespół zmagał się z lewymi drzwiami, prawymi drzwiami, zausznikiem i sprzęgłem, a mimo to wrócił do gry.

Co dalej po Le Mans?

Kubica zapowiedział kilka dni odpoczynku i poukładanie wszystkiego w głowie. Śmiechowski również mówił o chwili regeneracji, ale jego kalendarz szybko wraca do trybu wyścigowego - za dwa tygodnie czeka go kolejna runda IMSA, a później dalsza część sezonu LMS.

Le Mans po raz kolejny pokazało dwie strony motorsportu długodystansowego. Kubica miał tempo, mocne przejazdy i niedosyt po decyzji strategicznej. Inter Europol miał problemy, ale dowiózł zwycięstwo. W obu przypadkach widać było to samo: w 24-godzinnym wyścigu wynik rzadko jest prostą sumą szybkości auta i formy kierowców.

Pokaż więcej wpisów z Czerwiec 2026
pixelpixelpixelpixelpixelpixelpixelpixelpixel